![]() |
Po trochu wyciągane z lochu - część 1NO wiem, wiem. Napisałam, że jutro i guzik. No to powspominajmy - na początek gotowiec. Wstyd się przyznać, ale jeszcze na urlopie macierzyńskim, na potrzeby ożywienia firmowego portalu społecznościowego popełniłam kilka notek. Oczywiście musiało być logistycznie, więc było. Głupie to to, ale w całkiem realny sposób oddaje pierwsze tygodnie z Marią:) Logistyka wokół Smyka - czyli jak się zorganizować i nie zwariowaćW ciąży wysłuchałam wielu rad młodych mam i wszystkie łączyło jedno przesłanie: śpij gdy tylko masz okazję, odpuść sobie sprzątanie, gotowanie i całą resztę. I co ja na to? Słuchałam, przytakiwałam i "wiedziałam swoje". Tak, tak - mięczaki, przecież to tylko dziecko.Moje osobiste Tylko Dziecko pojawiło się na świecie 5 tygodni temu, a to daje mi już pełne prawo do udzielenia kilku rad przyszłym mamom: śpijcie gdy tylko trafi się okazja, olejcie całą resztę. Na początku byłam twarda. Jak rasowy logistyk uznałam, że podstawa to dobra organizacja. Skoro dziecko je 8-12 razy na dobę to miedzy karmieniami mam 2-3 h wolnego i należy to tylko umiejętnie wykorzystać. Plan był prosty: karmienie, sen, karmienie, śniadanie, karmienie, pranie+prasowanie, karmienie, gazetka/TV, karmienie, obiad, itp. Przyznaję się - wzięłam pod uwagę za mało zmiennych, a Mania szybko wprowadziła w życie swój grafik: karmienie, jeszcze nie skończyłam, karmienie, gdzie jesteś, karmienie, wcale nie jestem śpiąca, karmienie, mogłabyś mnie ponosić leniu (tylko byś spała), karmienie, ... Poza tym zupełnie mnie zaskoczyła czasochłonność podstawowych czynności. No ale wybaczcie - zapraszam i niech ktoś z zegarkiem w ręku ubierze w te mikro ciuszki małego węgorza elektrycznego. I jak?? Szybko zweryfikowałam swój grafik i postanowiłam skupiać się tylko na tym czy w wolnych chwilach lepiej jeść czy spać. Są jednak zadania, które stawiają młode mamy w gronie absolutnych mistrzów logistyki. Czym jest koordynacja transportu Beaujolais Nouveau przy akcji "zakupy w centrum Krakowa". W pierwszej fazie należy pozyskać ochotnika, który zaopiekuje się Małym Głodem (nie bez znaczenia jest odpowiednia konstrukcja psychiczna). Potem już tylko szybkie karmienie, uśpienie i pozostawienie pokarmu w razie gdyby nie udało się wrócić na czas - a mam przed sobą całe 2-3 godziny. Gotowa - start! Żeby tylko nie było korków, żeby nie było korków. Jestem na miejscu. Żeby nie było tłumów, żeby nie było kolejek przy kasach. A do tego wybujała wyobraźnia cały czas raczy mnie obrazem: Mały Głód płacze w łóżeczku, opiekun płacze skulony w kącie. Ech, no to żeby nie było korków i same zielone światła....Uf, jestem w domu. Zmęczona, zziajana rzucam się do łożeczka zmierzyć się z moim oprawcą - jedno jest pewne, pogniewać na nią się po prostu nie można. tito 2010-02-02 23:14:49 skomentuj (7) |